Alternative Content

Jeśli bliska jest Ci działalność Pomorskiej Fundacji Rottka,
wyślij SMS o treści: AT ROTTKA 1 na numer 73068.
Koszt wysłania SMS wynosi 3,69 zł brutto.
W odpowiedzi otrzymasz SMS z możliwością ściągnięcia psiego zdjęcia z logo Fundacji.
Usługa SMS dostępna jest w sieciach Era, Plus GSM, Orange i Play.
Właściciel serwisu Pomorska Fundacja Rottka, fundacja@rottka.pl.
wolontariat
Online  6
Kliknij w zdjęcie, aby powiększyć
Kliknij w miniaturkę, aby zmienić zdjęcie
@Lucky
By choć trochę uświadomić większości ludzi koszmar zjawiska pseudohodowli z której pochodzi Lucky, pozwolę sobie przytoczyć cały opis tej akcji, przeprowadzonej przez Pogotowie i Straż dla Zwierząt.

Pekińczyki, pinczerki, bernardyn, rottki, kaukazy, labradory i inne...
Zagłodzone, bite, poranione, skrajnie zaniedbane, wyeksploatowane, trzymane w klatkach, kontenerach zabrudzonych fekaliami, wśród padliny...
Interwencja Pogotowia i Straży dla Zwierząt w Trzciance , Fundacji Radość Psiaka oraz policji trwała dwa dni....

Kilkadziesiąt psów trzymanych w skandalicznych warunkach zabrane zostały Franciszkowi P. z dwóch jego posesji w Jakubowie i Runowie w gm. Wągrowiec. Rolnik przetrzymywał psy w kontenerach i specjalnie wykonanych dołach pośród rozkładających się zwierząt gospodarskich. Psy żywiły się padliną pozbawione były dostępu do światła i wody. Niektóre zwierzęta są w ciężkim stanie. Ich leczenie potrwa co najmniej kilka miesięcy. Gospodarz zatrzymany został przez policję na 48 godzin – przedstawiono mu zarzut znęcania się nad zwierzętami.
O tym, iż psy u Franciszka P. mają złe warunki bytowania mieszkańcy wiedzieli od dawna. Nikt jednak nie interweniował, bo ludzie bali się zemsty. W końcu jednak jedna z kobiet poinformowała w miniony poniedziałek Fundację Radość Psiaka.– Po kilku godzinach od telefonicznej informacji (ok. godz. 1 organizacje były na miejscu ale właściciel nie chciał nikogo wpuścić na kontrolę.
Na miejsce wezwano więc policję, ale właściciel także i mundurowych nie chciał wpuścić na swój teren. Po kilkudziesięciu minutach od wizyty inspektorów na miejscu pojawili się lekarze weterynarii. Przygotowany był także nakaz przeszukania pomieszczeń. Straż pożarna rozpoczęła oświetlać teren. Rozpoczęła się kontrola posesji. – Pies rasy bernardyn miał złamaną przednią łapę, bo najechał na niego pojazd. Utykał tak od roku. Nie miał żadnej pomocy chirurgicznej. Spał pod gołym niebem razem ze spanielem, który był w fatalnym stanie. – Cały w odchodach.Nie miał wykonywanych żadnych zabiegów pielęgnacyjnych Bardzo bał się właściciela. Kiedy ten doszedł do niego pies skulił się jakby bił bity...Podobnie dotyku człowieka bały się psy trzymane w kojcu: owczarek kaukaski i rottweiler. Były całe przemoczone. Przebywały w odchodach stałych i płynnych. Buda nie chroniła ich przed zimnem.
Inspektorzy sprawdzali wszystkie pomieszczenia, ponieważ właściciel odmówił informacji, gdzie trzyma psy i ile ich jest. Po kilkunastu minutach pomiędzy stajnią a oborą odkryli dół w którym trzymane były trzy psy. - Nie miały one żadnej budy. Przed deszczem częściowo chronił je tylko eternit. Żyły także we własnych odchodach a do jedzenia nie miały nic innego jak tylko czaszkę prawdopodobnie od padniętego konia i to już w zasadzie tylko kości. W kolejnych pomieszczeniach także były zwierzęta. Tam, gdzie właściciel trzymał drób, w klatce siedziały dwa ratlerki. Suka i samiec. Do jedzenia miały padniętą kurę – a właściwie już tylko pióra. W klatce oczywiście nie było wody. Psy były przerażone – ocenia Grzegorz Bielawski, inspektor Pogotowia i Straży dla Zwierząt w Trzciance.
Jednak najbardziej przerażającego okrycia dokonano na polu. W zamkniętym kontenerze o powierzchni kilkudziesięciu metrów w ciemności utrzymywane były psy rasy pekińczyk. Żyły one pomiędzy końskimi i bydlęcymi zwłokami w stanie zaawansowanego rozkładu. Zanim te psy zabezpieczyliśmy właściciel polecił aby zabrać je z pola i wywieźć w inne miejsce. Jakie? Tego nie chciał powiedzieć.
Podczas dalszej kontroli na terenie należącym do mężczyzny policjanci i pracownicy pogotowia odkryli kilka miejsc, gdzie składowane były zwłoki zwierząt gospodarskich. Przykryte były folią. – Trudno powiedzieć co to było. Szczątki te nie nadawały się już do identyfikacji a Franciszek P. nie chciał podać skąd one wzięły się na jego terenie. Podobnie jak bażanty – do których własności nie chciał się przyznać i postanowił je wypuścić, mimo, iż zakazują tego przepisy łowieckie.
Sprawca nie chciał przyznać się do winy. Nie odpowiadał na żadne pytanie. A jak odpowiadał to bezczelnie i mówił nieprawdę. Nie wzruszał go los żadnego z tych psów. Bronił się przed ich wydaniem. Twierdził, że jednego otrzymał w prezencie i nie może oddać, spaniel który był w strasznym stanie podobno naganiał mu krowy. W końcu przy pomocy policji odebrano mu 10 psów, których utrzymywanie i stan zagrażały ich życiu i zdrowiu.
Właściciela zatrzymała policja. Przewieziono go do Komendy Powiatowej Policji w Czarnkowie, gdzie spędził kilkadziesiąt godzin. Nazajutrz w obecności jego żony i dzieci dokonano przeszukania kolejnej jego posesji w Runowie. Tam znaleziono wszystkie ukryte wcześniej psy oraz kolejne w tragicznym stanie. – Zabezpieczyliśmy zagłodzone pekińczyki, bardzo chorą suczkę rasy spaniel, labradory, małego psa mieszańca oraz kolejnego owczarka kaukaskiego i rottweilera. To było kolejnych 10 psów..
Niektóre psy były tak wygłodzone, że o mały włos nie pozagryzały by się o kromkę suchego chleba, nie mówiąc już o właściwiej karmie. Rzadko widuje się psy w takim stanie.
Właściciel nie okazał aktualnych szczepień przeciwko wściekliźnie. Co ciekawe – te zwierzęta z których miał pieniądze – czyli konie, bo zajmował się ich utrzymywaniem i sprzedażą oraz krowy, bo sprzedawał ich mleko – te miał w doskonalej kondycji. A ze szczekania zysku nie ma żadnego. Stąd taki stan psów.

Dla większości osób taki sposób traktowania psów jest nie do pojęcia i nawet dla nas- osób stykających się z psim nieszczęściem - jest on szokujący. Lucky miał to szczęście, że został uratowany. Na razie trwa jego leczenie, zarówno dolegliwości fizycznych jak i psychicznych. Opiekunowie poznają dopiero tego psa, stąd skromna ilość informacji na jego temat. To by Lucky dał się poznać wymaga czasu i cierpliwości, ale mamy nadzieję, że być może już teraz ktoś go zauważy, pokocha i zechce zaoferować dom w niedalekiej przyszłości. Jest wiele psów, które potrzebują domu, ale chyba Lucky najbardziej w tej chwili na niego zasługuje.
A jaki jest Lucky? To pies przyjazny, lubi głaskanie ale jednocześnie przejawia stany lękowe w stosunku do ludzi. Pies w silnej depresji wywołanej traktowaniem przez człowieka. Przez kilka dni wychodził z kojca. Na wolności zachowuje się normalnie, po zamknięciu w kojcu kilka razy próbował ugryźć, co nie zaskakuje jeśli wyobrazimy sobie ile traumatycznych przeżyć związanych z kojcem ma ten pies.

O wszystkich zmianach w życiu Luckyego będziemy informować na naszym forum, do którego link znajduje sie pod opisem.
Charakterystyka:
Polecamy:
 Płeć: pies
 Zdolność płciowa: nie kastrowany
 Lokalizacja: okolice Poznania
 Wolontariusz: Katarzyna Tomasik
  Formularz wirtualnej adopcji
Zapoznałem/am się z zasadami wirtualnych adopcji i niniejszym zobowiązuję się do regularnych, comiesięcznych wpłat (deklarowaną miesięczną kwotę nie mniejszą niż 50zł) na konto Fundacji Rottka, na utrzymanie wybranego przeze mnie psa
*Nick na stronie: 
*Imię: 
*Nazwisko: 
*E-mail : 
*Telefon: 
*Deklaruję kwote: 
 zł.
Temat: 
Uwagi, pytania i informacje: 
Rubryki zaznaczone (*) są wymagane
Prawa autorskie   Fundacja Rottka ©  2006 - 2008   Ochrona danych